czwartek, 7 lutego 2013

Współpraca z BingoSpa - III edycja.

Witajcie! :)
Dzisiaj zawitał do mnie listonosz z paczuszką od BingoSpa. Długo na nią czekałam, ale mam nadzieję, że było warto.


To zabieram się do testowania! Na pierwszy ogień idzie peeling, za jakiś czas recenzja.

Buziaki! ;*

środa, 6 lutego 2013

Oczyszczający pojedynek, czyli Nivea Baby vs. Babydream.

Witajcie kochane! ;*

Tytuł posta jest taki, ponieważ każdego z tych szamponów używałam jako szamponów do oczyszczania skóry głowy po użyciu oleju.

Który sprawdził się lepiej?   Zapraszam :)



Od producenta Nivea:
Delikatny szampon nadający połysk. Delikatnie myje włosy i skórę głowy niemowląt i dzieci. Jest łagodny nawet dla wrażliwych oczu.
Działanie:
Doskonale myje i pielęgnuje włosy oraz skórę głowy dziecka.
Dzięki formule wzbogaconej ekstraktem z kwiatu lipy pozostawia włosy miękkie w dotyku, nadając im jedwabisty połysk.
Bezpieczeństwo:
Nie zawiera parabenów, alkoholu, barwników i mydła. Produkt przebadany okulistycznie: nie powoduje łzawienia, łagodny nawet dla wrażliwych oczu. Produkt powstał przy współpracy pediatrów i dermatologów. pH przyjazne dla skóry. Bezpieczeństwo i skuteczność potwierdzone w badaniach klinicznych i dermatologicznych.
Produkt posiada pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka.


Od producenta Babydream:
Szampon Babydream myje i pielęgnuje włosy i skórę głowy niemowlęcia szczególnie delikatnie i dokładnie. Wyciąg z kiełków pszenicy umożliwia łatwe rozczesywanie.
Bez środków barwiących i konserwujących. pH neutralne dla skóry. Z rumiankiem i pantenolem. Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego.

   
   
Nivea Baby
Babydream
Oczyszczanie
Bardzo dobrze oczyszcza włosy z olejków. Jest delikatny dla skóry głowy.
Oczyszcza raczej średnio. Miałam po nim wrażenie niedomytych włosów.
Rozczesywanie
Nie miał wypływu na rozczesywanie moich włosów.
Koszmar! Włosy były splątane i nic nie dało się z nimi zrobić bez pomocy odżywki.
Pienienie się
Pieni się średnio, ale można nim spokojnie umyć głowę.
Ja dla mnie pieni się bardzo słabo i ciężko rozprowadza po włosach.
Zapach
Przyjemny dla nosa.
Nie przypadł mi do gustu.
Wydajność
Bardzo niewydajny. Jednak nakładam olej na włosy co o. tydzień, więc da się go znieść.
250 ml i jest całkiem wydajny, może dlatego, że szybo go rzuciłam i wróciłam do szamponu Nivea.
Cena
10 zł za 200 ml.
4-5 zł za 250 ml.

Podsumowując: Na korzyść Babydream zdecydowanie gra cena, jednak dla mnie ważne jest to, że nie da się po nim rozczesać włosów i do tego są sztywne i tępe. Moim ulubieńcem w kategorii oczyszczanie skóry głowy jest Nivea Baby i polecam z całego serca.  Babydream znalazł zastosowanie jako myjak pędzli, dlatego też będzie gościł w mojej łazience.

Jak Wam się podoba tabelka? Może częściej robić takie posty? Czy wolicie czytać zwykłe recenzje?

Buziaki! ;*

wtorek, 5 lutego 2013

Jak zwykle z opóźnieniem, ale mam i ja!

Witajcie! ;*
Coś nie mogę ostatnio w nocy spać. Pomijając fakt, że w sobotę zasnęłam o 06.00, ale to nie zmienia faktu, że czas zacząć się przestawiać na tryb szkolny, a jak nie to chociaż wstawać o tej 9-10.

Dzisiaj o słynnym lakierze Golden Rose Jolly Jewels nr 103. Niestety ale kiedy był na niego wielki boom to byłam w trakcie odwyku lakierowego i dlatego jestem opóźniona z jego posiadaniem. Ostatnio kocham złoto na paznokciach. Nie ważne czy całe czy tylko jako mała ozdóbka, ale po prostu nie mogę się uwolnić od tego koloru.


Cena na początku mnie trochę odstraszyła, ale stwierdziłam, że wygląda bardzo efektownie w samym opakowaniu i nie mogłam go nie kupić. Kosztował mnie 12 zł w kiosku.


Na paznokciach wygląda po prostu pięknie. 3 warstwy potrzebne są do pełnego krycia. Nie przeszkadza mi to, bo w miarę szybko schnie. Najgorsza rzecz w tym lakierze to zmywanie go. Żaden zmywacz sobie z nim nie radzi. Jeszcze z drobinkami owszem, ale z tymi płatkami na paznokciach nie ma mocnych, trzeba je usuwać paznokciem albo czymś innym. Dlatego też jestem na etapie testowania bazy peel off Essence. Jeśli baza się nie spisze to chyba będzie długo czekał na następny raz.


Jak Wam się podoba? Miałyście? Lubicie?

Buziaki! ;*

poniedziałek, 4 lutego 2013

SVR Xerial 50 krem do stóp 50% mocznika.

Witajcie! ;*
Dawno nie pisałam, a na to składają się ferie, czas poza domem i brak zdjęć, oraz brak dobrego światła do ładnych zdjęć. Niestety, ale zima jest na to najgorszym okresem. Mam nadzieję, że mrozy jakie były już nie wrócą w tym roku.

Ostatnio bardzo dużą uwagę przykładam do wyglądu stóp. Niejednokrotnie pisałam Wam o moich problemach ze stopami. Byle jaki krem czy peeling sobie nie poradzi. I w tym miejscu chciałabym Wam odradzić peeling do stóp Fusswohl, bo zupełnie nic nie robi ze stopami. Zupełnie jakbyście kremowały stopy. Drobinek w ogóle nie czuć. Ale dzisiaj nie o tym, bo szkoda dalej rozwodzić się nad bublem. 

Dzisiaj o kremie, co do którego miałam bardzo duże oczekiwania. A mowa o kremie SVR Xerial 50% mocznika. Właśnie ze względu na taką zawartość mocznika i cenę liczyłam na pozytywne skutki.

Od producenta: Dla skóry bardzo suchej z tendencjami do nadmiernego rogowacenia. 

Xerial 50 jest preparatem keratolitycznym o 50% stężeniu mocznika. Reguluje procesy nadmiernego rogowacenia skóry (stopy, dlłonie, łokcie, kolana, paznokcie). 
Pozwala wyeliminować stwardniały naskórek. 
Na opakowaniu zalecenie stosowania 2 razy dziennie rano i wieczorem - wmasowywać przez 3 minuty. 
Oprócz mocznika zawiera także kwas glikolowy. 


Skład: urée 50 %, Ac. glycolique 7 %, Ac. salicylique 1,5 %, Ac. lactique 1,5 %, allanto?ne 0,3 %, beurre de karité 3 %, sorbitol 2 %, glycérol 3 %. 
Urea, purified water, glycolic acid, isocetyl stearate, paraffinum liquidum, polyglyceryl-4 isostearate, cetyl dimethicone copolyol, hexyl laurate, shea butter, glycerin, lactic acid, sorbitol, salicylic acid, stearoxy dimethicone, magnesium sulfate, allantoin, sodium methylparaben. 
(żródło wizaz.pl)

 
Przepraszam za beznadziejną jakość, ale niestety światła prawie nie ma.

Moja opinia: Pomińmy szczegóły, a przejdźmy do działania. Dałam temu produktowi dwie szanse. Po pierwszym razie miałam ochotę go wyrzucić, stosowałam go 2 tygodnie i żadnych efektów. Dodam, że zapisał mi go dermatolog. Porzuciłam go na bardzo długi czas i postanowiłam dać mu drugą szansę, w końcu tyle kosztował moją kieszeń. No i o dziwo moje stopy są w o wiele lepszym stanie. Odłożyłam peeling, a mimo to nie mam jeszcze zrogowaciałego naskórka. Nie wiem czy wcześniej nie zauważyłam, ale ma on w sobie jakieś drobinki, które nie rozpuszczają się. Wygląda trochę jak peeling, a jest to przecież zwykły krem. Nie mam pojęcia czy coś zmieniło się w jego właściwościach od leżenia czy co się z nim stało. W każdym bądź razie, ładnie nawilża stopy. Jest to jednak efekt krótkotrwały, ponieważ rano moje stopy znowu są suche. W miarę chęci stosuje go 2 razy dziennie tak jak zalecił producent, jednak nie zawsze mam na to czas. I w sumie to mam mieszane uczucia do tego produktu. Jest raczej średnio wydajny, a kosztuje ok. 45 zł. To bardzo dużo jak na krem, który nie do końca satysfakcjonuje. 
Podsumowując to jestem zaskoczona, że po powrocie zaczął działać, ale nie jest to działanie na medal niestety. Ze względu na wysoką cenę i moje stopy, które są BARDZO wymagające nie kupię go ponownie, ale polecam wypróbować samemu, bo każdy produkt działa u kogoś inaczej. 

Próbowałyście? Polecacie coś na stopy?

Buziaki! ;*

piątek, 1 lutego 2013

Moja włosowa pielęgnacja - styczeń.

Witajcie! ;*
Od razu mówię nie krzyczcie na mnie, ścięłam włosy ;c Niestety musiałam to zrobić ponieważ wracam do naturalnego koloru, a z czarnego nie da się zejść inaczej. Chciałam Wam dzisiaj przedstawić kilka produktów, które stosowałam w ostatnim miesiącu.

grudzień - klik.


Wczoraj je mierzyłam i miały długość 57 cm, teraz mają pewnie o. 45. Bo ścięłam je 10 cm. Miało być trochę więcej, ale stwierdziłam, że nie wiem czy je będę mogła upinać. Po obcięciu ich od razu ulżyło mojej głowie. Nie mówię, że miałam nie wiadomo jak wiele włosów, ale odczułam różnicę. Teraz na pewno będą się lepiej układać niż poprzednio z czego bardzo się cieszę i nie mogę doczekać się stylizowania :D


W pielęgnacji trochę ubogo. Olejek łopianowy Green Pharmacy zamiast Vatiki, Nivea zamiast Babydream, tylko szampon jest cały czas ten sam - CeCe przeciw wypadaniu włosów. Myślałam, że skończy się trochę szybciej, a tutaj taka niespodzianka. Jednak możecie się go spodziewać w lutowym denku. Do tego była Isana z olejkiem Babassu, ale niestety się skończyła. Włosy po niej łatwo się rozczesywały i razem te kosmetyki stanowiły bardzo dobre połączenie dla moich włosów. Były nawilżone, błyszczące i gładkie. 
Na ten miesiąc te produkty zostają, aczkolwiek mają już swoich następców. Do tego dochodzi Zoxiderm i Biovax do włosów ciemnych, który jak na razie mnie nie zachwycił. Może za dużo go nałożyłam. Wyjdzie przy następnym użytkowaniu.

A jak Wasze włosy? ;)
Buziaki! ;*