środa, 23 kwietnia 2014

Wyniki rozdania.

Witajcie kochane, bardzo Was przepraszam za takie opóźnienia i zapraszam na obejrzenie filmiku. Podkreślam, że jestem trochę przeziębiona i mam zmieniony głos :c


Jeszcze raz serdecznie gratuluję zwyciężczyni! :)

Masakra, jak blogger zjada jakość, następne filmiki (jeśli w ogóle się pojawią) będą już na youtube.

sobota, 12 kwietnia 2014

O najgorszym kosmetyku jaki ostatnio wpadł w moje ręce.

Witajcie Kochane :)
Pewnie zastanawiacie się co to za kosmetyk, z którym tak się nie polubiłam. Otóż kupiłam go w sumie na za namową pani sprzedawczyni, nie wiem czy dostałam jakiś wadliwy kosmetyk, bo testery były odrobinę inne. Mowa o kamuflażu w kremie Paese. Zapraszam na recenzję.


Kamuflaż zamknięty jest w okrągłym opakowaniu spakowanym dodatkowo w kartonik, całość prezentuje się bardzo na plus, szkoda, że tylko opakowanie.




Ma strasznie zbitą i twardą konsystencję, która odrobinę mięknie podczas kontaktu z palcem, ale niestety to nadal za mało. Ciężko się go nakłada, zamiast kryć potrafi podkreślić niedoskonałości. Do tego krótko się trzyma, przynajmniej na nosie. Jeśli chodzi o oczy to nie jest tak źle, ale rzadko go nakładam, bo jest po prostu za ciężki i nie mam zamiaru robić sobie nim krzywdy. A co jest w tym wszystkim najgorsze? Mój kolor to 01 jasny beż. Pic na wodę fotomontaż, bo dlaczego jak go nakładam to wygląda jak pomarańcza? Zwłaszcza na wszelkiego rodzaju wypryskach, w innych miejscach mniej więcej stapia się ze skórą. Ale to jeszcze nie koniec jego wad, lubi podkreślać i wchodzić w pory. Czuję się jakbym nakładała plastelinę. Na stronie producenta kosztuje 29,90. Żałuję każdej wydanej na niego złotówki i nie mam pojęcia co z nim zrobię, najprawdopodobniej wyląduje w koszu. 


INCI:


Z całego serca nie polecam, nie warto wydawać na niego pieniędzy. Może polecicie mi jakiś dobry korektor/kamuflaż?

Pozdrawiam i udanego weekendu :*

czwartek, 10 kwietnia 2014

Korres Lip Butter Pomegranate.

Witam Was serdecznie :)
Niestety zaczyna się czas regularnych kolokwiów i już nie ma tyle czasu na bloga, ale staram się regularnie zaglądać na Wasze. Zresztą święta zapasem, więc powinnam nadrobić, a przynajmniej porobić zdjęcia. Możecie się spodziewać kilku recenzji produktów do ust, bo ostatnio mam problemy z ustami i naprawdę wiele produktów przewija się przez moją kosmetyczkę.

Bohaterem dzisiejszego posta będzie już chyba sławne masełko do ust Korres. Ta grecka firma kupiła mnie swoim fantastycznym kremem do rąk (recenzja). Czytałam o tych masełkach i czytałam, no i w końcu uległam, po prostu nie mogłam się oprzeć, wiecie jak to jest jak się do czegoś wzdycha, w końcu ma pieniądze i w końcu może sobie na to pozwolić. Zapraszam :)


Od producenta:
Nadaje delikatny kolor oraz intensywnie pielęgnuje usta. Dzięki swoim właściwościom odżywczym oraz maślanej konsystencji, stanowi doskonałą kurację dla suchych, popękanych, spierzchniętych ust. Zawiera masło Shea, które nawilża i chroni usta.


Skład dla zainteresowanych: (skopiowany ze strony producenta)

Polybutene, Trimethylolpropane Triisostearate, Hydrogenated Polydecene, Hydroxystearic Acid,Polyethylene, Stearalkonium Hectorite, Propylene Carbonate, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Sucrose Tetrastearate Triacetate, Dicalcium Phosphate, Tocopherol,Aroma (Flavor), Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, PunicGranatum Extract, Oryza Sativa Cera (Oryza Sativa (Rice) Bran Wax), Butyrospermum Parki(Shea Butter) Extract, Benzyl Alcohol, CI 77891(Titanium Dioxide), CI 15850 (Red 7 Lake,Red 6), CI 77491 (Iron Oxides).




Produkt dostajemy w ładnym, prostym słoiczku, który dodatkowo zapakowany jest w kartonik. Całość prezentuje się bardzo ładnie. W środku masełko zabezpieczone jest dodatkowo plastikową nakładką. Możemy mieć dużo obiekcji do takich produktów na dzień, bo fakt, słoiczek jest bardzo niehigieniczny, ale na pewno znajdzie się taka możliwość, żeby umyć ręce i go nałożyć czy użyć żelu antybakteryjnego. Osobiście nakładam go przed wyjściem z domu i podczas pobytu na uczelni. 


Ma piękny, delikatny kolor, który jest praktycznie transparentny na ustach, w moim przypadku podobija ich naturalną pigmentację. Zapach jest niewyczuwalny, dopiero jak go powąchamy. Sama konsystencja jest dość tłusta i wyczuwalna na ustach, ale nie daje jakiegoś uczucia dyskomfortu. Dobrze nawilża usta i sprawdza się idealnie w codziennym makijażu. Niestety przy jedzeniu i piciu szybko znika z ust jak wszystkie balsamy, a normalnie wytrzymuje około godzinę, dwóch, zostawiając potem usta nawilżone jeszcze na jakiś czas. Ostatnio bardzo chętnie po niego sięgam, bo nie podkreśla suchych skórek, dobrze się rozprowadza i nie włazi w załamania. Ja go nakładam palcem delikatnie wklepując, bo jakoś ciężko mi go rozprowadzać jednym ruchem jak sztyft. Kosztuje 55 zł w Sephorze, ale jest to kosmetyk bardzo wydajny, więc myślę, że warto zainteresować się nim. Na koniec jeszcze foteczka z nim, w moim dziennym look'u. Widzę, że nie dość, że aparat zjadł kolory to jeszcze blogger je pochłonął -.-


A Wy czego używacie do ust? Macie swoich ulubieńców, chętnie poczytam co się u Was sprawdza :)
Muszę uciekac, buziaki! :*

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Motywacyjny poniedziałek (IV)

Witajcie kochane! ;*
Dzisiaj post lekko zaniedbany, ponieważ na początku wspomniałam, że będzie dodawany co tydzień, ale z racji zakazu ćwiczeń nie miałam okazji go dodawać, ponieważ w dużej części nie ćwiczyłam tak jak to sobie obiecałam, z prostego względu. Moje kolana się zbuntowały, więc porzuciłam ten pomysł. Oczywiście to nie jest tak, że odpuściłam, bo zamiast tego tańczyłam trochę codziennie. 

W piątek wróciłam na zumbę i w tym tygodniu jeszcze tylko na te zajęcia pójdę, a od przyszłego poniedziałku wracam na ABF. Nie odpuszczę sobie, bo jestem uparta i osiągnę swój cel. Chociaż połowicznie, bo wiem, że czasu mam coraz mniej i trochę mnie to przytłacza. Coraz więcej projektów i kolokwiów pełną parą, ale trzeba się jakoś odstresować. Zaraz święta, potem majówka, a nim się obejrzę będzie już lipiec. Trochę mnie to przeraża..

Dzisiaj trochę inaczej, bo mam wyzwanie, które możecie podjąć razem ze mną. Znalazłam bardzo fajną stronę i wyzwanie. Jeśli macie ochotę to zapraszam. Na mięśnie brzucha jak znalazł :)


Postanowiłam podjąć się jakiegoś wyzwania i zaczynam od dzisiaj. Z racji tego, że w międzyczasie praktycznie nie ćwiczę w domu może to mnie zmotywuje. Jedno co się w marę poprawiło to moja dieta. Staram się nie podjadać między posiłkami, jem mniej słodyczy i fast foodów, co u mnie naprawdę jest dużym wyzwaniem. Cieszę się z tego, chociaż mam takiego złego duszka, który czasem namawia mnie do złego, ale ogólnie radzę sobie całkiem nieźle. 

A jak Wam idą ćwiczenia? Ćwiczycie czy raczej nie? Dajcie znać :)

Buziaki! ;*

piątek, 4 kwietnia 2014

Nivea Color Protect, szampon & odżywka.

Witajcie Kochane ;*
Jak zwykle w piątki mam totalnego lenia i mimo, że nie mam żadnych zajęć to nic mi się nie chce. Chociaż nie, tańczyć mogę zawsze. Idę dzisiaj pierwszy raz od dwóch tygodni na zumbę, zobaczymy czy już się nadaję, ale myślę, że dam radę. To nie są zajęcia na tyle męczące, żebym padła.

Jak wiecie moje włosy farbuję od paru ładnych lat, co prawda miałam rok przerwy, ale ostatnio znowu je pofarbowałam, więc musiałam wrócić do ochrony i podkreślania koloru. Nie mam za dużego doświadczenia, bo te kosmetyki są jednymi do farbowanych jakie przetestowałam.


Zacznijmy od szamponu. Umieszczony jest w wygodnej butelce z w miarę miękkiego plastiku. Można go bez problemu postawić na 'głowie' kiedy się kończy. Konsystencja jest w sam raz, nie przelewa się przez palce i bez problemu rozprowadza na włosach. Całkiem przyjemnie pachnie, dobrze myje włosy z wszelkich zanieczyszczeń. Po farbowaniu zawsze używam go przez kilka pierwszych myć i faktycznie ładnie podkreśla kolor. Włosy są miękkie i lśniące, a potem robią się całkiem przeciętne i odrobinę się plączą.


Nie kosztuje wiele, bo dałam za niego 10 zł za 400 ml w jakiejś promocji chyba? Wydajny jest średnio, bo też nie używam go codziennie, tylko na samym początku, a potem raz w tygodniu jako mocniejszy szampon do oczyszczania. Nie wpływa na przetłuszczanie się włosów. Z drugiej strony nie wymagajmy cudów od zwykłego szamponu. Dla mnie jest okej, ale będę szukać czegoś innego.

Skład:



Co do odżywki, na pewno jest dopełnieniem szamponu, chociaż znajduje się w zdecydowanie mniej wygodnej i twardej butelce. Już teraz jest ciężko z wyciskaniem, a co dopiero jak będzie się zbliżało denko? Nie wiem czy uda mi się ją przeciąć.


Całkiem ładnie pachnie, tak jak szampon. Jest dość wydajna, ma gęstą konsystencję, ale łatwo rozprowadza się ją na włosach. Uwydatnia kolor i ułatwia rozczesywanie. Nie wydaje mi się, żeby te produkty przedłużały 'żywotność' koloru. Po trzech miesiącach ma prawo być wyblakły, dlatego sięgam już po farbę.Razem stanowią całkiem fajny duet do włosów farbowanych. Nie są idealne, bo czuję zbyt słabe nawilżenie i wtedy przerzucam się na coś innego. 



Zużyję, ale czy wrócę to nie mam pojęcia. A Wy co używacie do swoich włosów? Macie jakiś produkt, który jest Waszym 'must have'?

Pozdrawiam, Vajlet ;*