czwartek, 2 maja 2013

Czy podzielam zachwyt lakierami Essie? Chubby Chicks.

Witajcie! ;*

Nie ma mnie ostatnio za często, bo już we wtorek pierwsza matura. Muszę się przygotowywać, a przez to bloga zaniedbałam. Cieszę się, że chociaż odnalazłam aparat i mogę zrobić zdjęcia.

Obiecuję, że 22.05. wracam tak na stałe, ponieważ 21.05. mam już ostatnią maturę ;) Czasem będę wpadać, bo nie wytrzymałabym takiej długiej nieobecności.

Niedawno będąc z mamą na zakupach weszłam do SP po maseczkę do włosów (niedługo porównanie dwóch) i jakiś lakier. A że wszystkie praktycznie były w promocyjnej cenie, więc zaoszczędziłam na lakierku  Essie 9 zł ;) Kolor, który wybrałam to ładny koral o nazwie Chubby Chicks.


Lakiery Essie słyną ze świetnej jakości, krótkiego czasu schnięcia, długiej trwałości. Ja niestety mam co do tego mieszane uczucia.



Próbowałam złapać kolor, ale niestety nie udało mi się. Ten lakier jest jak kameleon. W każdym świetle wygląda inaczej. Ale generalnie jest to bardzo ładny koral.



Dla mnie ten lakier schnie standardowo. Pierwsza warstwa schnie praktycznie od razu, ale zawsze odczekuję chwilę zanim nałożę kolejną. Nakładam 3 warstwy, bo przy dwóch czasem mam wrażenie, że prześwituje. Bez topu trzyma się dość długo, bo 3-4 dni bez odprysku, podejrzewam nawet, że wytrzymałby dłużej. Ale jestem zawiedziona, że praktycznie od razu zaczął się ścierać na końcówkach! Nie wiem co mam myśleć, bo z jednej strony nie odpryskuje a z drugiej strony szybko ściera się. Jedyne co mi zostaje to kupić jeszcze jeden i porównać.

A Wy jakie macie doświadczenia z tymi lakierami?

Buziaki! ;*

wtorek, 30 kwietnia 2013

Denko marzec/kwiecień

Witajcie ponownie!

Chciałam się pochwalić, że znalazłam ładowarkę i jestem z tego powodu strasznie zadowolona. W końcu będę mogła Wam spokojnie dodawać nowe notki.

Dzisiaj denko z dwóch miesięcy. Jak dla mnie jest trochę słabo. Potrafiłam tyle samo zużyć w miesiąc. W maju mam nadzieję, że lepiej mi pójdzie.



To po kolei:


The Original Source czekolada&pomarańcza - przepiękny zapach! Kupię ponownie, ale nie teraz. Teraz preferuję bardziej orzeźwiające zapachy. recenzja

Isana żel pod prysznic aloes&jogurt - tej wersji zapachowej nie kupię. Ogólnie lubię, żele Isany, ale ten nie przypadł mi do gustu.

YR Flower Party perfumowany żel pod prysznic - dostałam go razem z perfumami. Zużyłam do mycia rąk, ponieważ butelka była strasznie twarda, a podczas kąpieli nie chciało mi się męczyć z wyciskaniem go. Pięknie i mocno pachniał, ale wysuszał. Cena też duża, nie kupię ponownie.

Gilette Satin Care żel do golenia - przyjemny żel do golenia, ale ma trochę wysoką cenę, poza tym nie podoba mi się zapach. Dzięki temu żelowi zauważyłam znaczną różnicę między pianką a żelem. Kupię, ale w innej wersji zapachowej.

Joanna żel do golenia - fajny żel, miałam już go wcześniej, ale chyba bardziej przypadł mi do gustu Gilette. Poza tym użyłam go tylko 3 RAZY, a moja siostra nie chce się przyznać, że go używała. Dlatego już nie trzymam prawie nic w toalecie. Może dam mu jeszcze jedną szansę.


Garnier Mineral Ultra Dry - bardzo lubię te dezodoranty Garniera, bo nie podrażniają, a mam bardzo wrażliwą skórę pod pachami. Jeśli coś nie jest sensitive albo dry, zaraz mam zaczerwienioną skórę. Kupię pewnie nie raz.

Garnier Mineral Sensitive - nie sprawdził się, słabo chronił przed brzydkim zapachem. Nie wrócę do niego już.

YR Nutri Specific migdałowe mleczko do ciała - na początku bardzo ciężko mi się go używało przez zapach, ale potem się do niego przekonałam i zużyłam naprawdę szybko. Był gratisem do jakiś zakupów i jak mam być szczera to nie widziałam go na stroni YR, więc raczej do niego nie wrócę.

BingoSpa kolagenowe serum do mycia włosów - przyzwoity produkt, ale nie wiem czy kupię ponownie.
recenzja

BingoSpa jedwabne serum do mycia włosów - zapach był okropny, pachniał jak tanie mydło, dlatego nie wiem czy do niego wrócę. recenzja


Mariza grejpfrutowy peeling solny - okropny! Takiej tłustej warstwy na ciele nie miała po żadnym produkcie. Na pewno nie kupię ponownie. Straszny! recenzja

Green Pharmacy olejek łopianowy ze skrzypem polnym - sama nie wiem co o nim sądzić. Może dam mu jeszcze jedną szansę i kupię ponownie, bo na wypadanie całkiem mi pomógł.

Ziaja de-makijaż - w sumie nie pamiętam go, ale całkiem radził sobie z makijażem tylko był niewydajny. Dlatego nie kupię go ponownie, chyba że w kryzysie.

Maxfactor Face Finity - Jak mogłyście zauważyć jestem fanką podkładów tej firmy i teraz myślę, że poszukam kolejnych. Kupię, ale jednak w jaśniejszym odcieniu. recenzja

Maxfactor Lasting Performance - lubię i to bardzo. Mój pierwszy podkład, a to moje kolejne opakowanie, ale chyba też pomyślę o jaśniejszym odcieniu. recenzja


Chusteczki do demakijażu Alterra zrobiły krzywdę mojej twarzy, więc znalazłam im inne zastosowanie. Czyszczę nimi gumę w adidasach i trampkach. Do tego nadają się idealnie!
BB Dior'a nie kupię bo za drogie, wolę kupić prawdziwe azjatyckie. A co do kremu Vichy to może kupię ponownie. Mam jeszcze jedną próbkę.


Tusz wysechł na wiór, a poza tym nie był dobry. Mleczko do mycia twarzy zaczęło mi ściągać skórę, więc wyrzuciłam, bo nie mogłam się z nim męczyć. Jedyne co to pompkę zostawiłam. A krem do stóp strasznie mi je wysuszył zamiast nawilżyć. Koszmar!

Tak wyglądają moje skromne zużycia. Mam nadzieję, że w przyszłym miesiącu pójdzie lepiej. Tymczasem wracam do sprzątania pokoju, ponieważ podczas szukania ładowarki zrobiłam straszny bajzel.

Buziaki! ;*

Zaczynam akcję poszukiwawczą.

Witajcie kochane ;*
Chciałam się usprawiedliwić. Nigdzie nie mogę znaleźć mojej ładowarki do aparatu, a nie chcę dodawać zdjęć z internetu. Dzisiaj przekopię całe mieszkanie chociaż miałabym zrobić przemeblowanie. Mam nadzieję, że uda mi się ją znaleźć.

Trzymajcie za mnie kciuki! ;*

wtorek, 16 kwietnia 2013

Essence My Skin, tinted moisturizer

Witajcie! ;*

Ale dzisiaj padało. Dobrze, że zdążyłam ukryć się w domu przed tym deszczem, tym bardziej, że nie miałam parasolki, ani nawet kaptura. Mam nadzieję, że jutro znowu będzie świecić piękne słoneczko :)


Daaaawno temu wygrałam w konkursie Essence kosmetyki do pielęgnacji z serii My Skin. Dzisiaj o tym, który zdecydowanie najbardziej mi przypadł do gustu, czyli nawilżający krem koloryzujący.

 Od producenta:

intensywnie nawilżający krem koloryzujący perfekcyjnie dostosowuje się do koloru skóry. formuła wzbogacona o olejek z pestek brzoskwini i ekstrakt z jagody acai  nawilża skórę do 24h. pigmenty odbijające światło nadają skórze zdrowy i świeży wygląd. z filtrami chroniącymi przed promieniowaniem uva/uvb i z owocowym zapachem!


Produkt znajduje się w wygodnej tubce. Większości z Was podejrzewam, że nie spodoba się design ze względu na to, że jest trochę dziecinny. Osobiście mi nie przeszkadza, ale pewnie za jakiś czas zacznie. Trochę trudno wydobyć odpowiednią ilość produktu, ponieważ otwór jest dziwny. Do tego jak widzicie strasznie się brudzi.

Jeśli chodzi o zapach to bardzo przypadł mi do gustu. Nie wiem jak pachną owoce acai, ale na pewno czuję piękną brzoskwinkę. Lato przyjdź! I'm waiting for u!

Konsystencja typowego kremu. Dobrze się rozprowadza, nie pozostawia smug. Jeśli chodzi  działanie to bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Na pewno nie zakryje różnych wyprysków i zaskórników, ale pięknie wyrównuje koloryt skóry. Sprawia, że skóra wygląda na wypoczętą. Nie ciemnieje na skórze, bardzo ładnie się stapia co jest dużym plusem.



Na żywo kolor kremu jest bardziej pomarańczowy. Obawiałam się, że będzie źle wyglądał, ale zupełnie niepotrzebnie ;)

Miałyście?

Buziaki! ;*


poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Sunny day.

Witajcie! ;*
Wychodzi na to, że już zima nie powróci, a nas wiosna rozpieszcza temperaturą 17 stopni. Od razu chce się żyć i nie jest się zmęczonym. Co prawda ja ostatnio mało śpię, pewnie dlatego, że maj coraz bliżej.

Mam dzisiaj dla Was zdjęcia z wczoraj, niestety nie mogłam ich wcześniej wrzucić, ale mam nadzieję, że się Wam spodobają ;)








płaszcz - bershka
spodnie, bluzka - stradivarius
buty - venezia
torebka - nn


Buziaki! ;*